Katastrofy tak spektakularne jak ta, która miała miejsce pod Smoleńskiem, to raj dla miłośników teorii spiskowych. Trudno pogodzić się z myślą, że rządowy samolot spada sam z siebie, gdy ginie blisko setka ludzi, ważnych, wpływowych, rozpoznawalnych. Są na niebie i ziemi znaki, że to nie był zwykły wypadek! – grzmią co poniektórzy oglądając sensacyjne ponoć wideo z miejsca zdarzenia. Są też materiały pokazujące, że nad prezydentem Kaczyńskim i jego lotniczymi podróżami wisiała jakaś zła energia.
Zacznę jednak od wspomnianego filmiku, bijącego rekordy popularności w internecie. Jeżeli ktoś jeszcze nie widział amatorskiego wideo, które dostarcza dowodów na bezpośrednie zaangażowanie Rosjan w katastrofę Tupolewa, to może zapoznać się z nim poniżej.
Zainspirowany zamieszaniem wokół tej chaotycznej produkcji, pozwoliłem sobie nawet napisać rekonstrukcję wydarzeń, w oparciu o dyskusje internautów. Wyglądało to mniej więcej tak:
W putinowskiej Rosji przygotowywany jest zamach na polskie elity, z prezydentem Kaczyńskim na czele. Na termin całej operacji wybrano dzień w którym Polska delegacja udaje się do Katynia by oddać hołd pomordowanym przez NKWD oficerom. Nic to, że zamach w takich okolicznościach unieśmiertelni polskiego prezydenta i zrobi z niego narodowego bohatera. Nic to, że katastrofa na terytorium Federacji Rosyjskiej, to zupełnie niepotrzebne problemy logistyczne, administracyjne i polityczne. Nic to, że od tej pory słowo Katyń przestanie być dla świata pustym hasłem, a historia sprzed 70 lat zostanie odkryta na nowo. Kaczyńskiego trzeba zlikwidować teraz, chociaż swoje poglądy konsekwentnie głosi od wielu lat. Nie ma żadnego znaczenia, że za kilka miesięcy prawdopodobnie opuści swój urząd, a rodacy zapamiętają go jako swarliwego wykonawcę nakreślonej przez brata strategii. Wyrok zapadł. Wykonać!
Cała akcja przebiegała pomyślnie. Rosyjskie służby upozorowały wypadek i rozpyliły nad lotniskiem mgłę, żeby całą winę zrzucić na pilota, który próbował lądować w skrajnie niekorzystnych warunkach. Na wszelki wypadek na miejsce wysłano funkcjonariuszy, by dobili konających pasażerów feralnego lotu, którzy jakimś cudem ocaleli i przytomni próbowali wydostać się z wraku. Niestety, zajęte rozstrzeliwaniem Polaków służby zapomniały, że na miejscu katastrofy lotniczej mogą pojawić się osoby postronne, a nawet dziennikarze oczekujący na przylot polskiej delegacji. Jeden z gapiów, wyposażony w telefon komórkowy, był tak bezczelny, by nagrać bezlitosny proceder, spokojnie wrócić do domu i podzielić się swoim dziełem z całym światem. A było tak blisko żeby nikt się nie dowiedział…
Wyczuwacie absurd tej sytuacji? Biegające po lesie komando morderców, kilkaset metrów od lotniska na którym oczekiwano na prezydencki samolot – tak to mniej więcej widzą internauci. Co ciekawe, miłośnicy spisków wszelakich nie wyczuli dyskretnej ironii zawartej w tekście i potraktowali mnie jak swojego
Wyraźnie spodobała się im moja rekonstrukcja.
Sam filmik uważam za bezwartościowy, przede wszystkim dlatego, że można go interpretować na każdy dowolny sposób. Idealne dla spanikowanego tłumu, pogrążonego w antyrosyjskich fobiach. Ale żeby nie było – kilka dni temu redaktor Łukasz Warzecha napisał na swoim blogu tekst, zawierający mnóstwo pytań bez odpowiedzi. O ile nie widzę potrzeby dalszego analizowania każdego kadru i każdego szumu z “sensacyjnego” wideo, o tyle kwestie postawione we wspomnianym tekście wymagają wyjaśnienia. I to jest w interesie Rosjan, jeżeli nie chcą by podejrzewano ich o zamach na głowę państwa polskiego.
Tyle na temat spiskowej teorii dziejów. Teraz dorzucę swój kamyczek do ogródka z przepowiedniami. Nostradamusowi nie wierzcie – cytat o dwóch ptakach funkcjonuje od czasów zamachów na WTC. Co więcej, jest to jakieś koślawe tłumaczenie, którego próżno szukać w centuriach. Mam za to dowód na to, że nad prezydentem RP od jakiegoś czasu krążyło medialne fatum, mimowolne proroctwo, które urzeczywistniło się 10 kwietnia w smoleńskim lesie.
Jako pierwsza prezydenta uśmierciła Agnieszka Holland. Bawiąc się przed trzema laty w political fiction nie zdawała sobie sprawy, że scenariusz serialu “Ekipa” okaże się tak bardzo realny. Prezydent Szczęsny, to bez wątpienia odpowiednik Lecha Kaczyńskiego. Po katastrofie prezydenckiego samolotu zestrzelonego nad Afganistanem, został przewieziony w ciężkim stanie do szpitala i tam zmarł. “Niezależnie od naszych prywatnych przekonań i sympatii, prezydent osierocił dziś wszystkich Polaków, a Polska bez niego będzie innym krajem” – mówił serialowy premier w orędziu do narodu.
Stan polskich samolotów, którymi podróżują najważniejsze osoby w państwie, od dawna jest tematem do żartów. Taki właśnie skecz, z udającym się w podróż zagraniczną prezydentem w roli głównej, popełnił jakiś czas temu Kabaret Młodych Panów. Pośród lepszych bądź gorszych dowcipów dociera do nas informacja o awarii samolotu. Piloci pośpiesznie opuszczają pokład na spadochronach. Cały występ kończy się proroczym dialogiem:
Ochroniarz BOR: – Panowie! Panowie! Co teraz będzie!?
Piloci: – Wyboooory!
Tak na marginesie, zastanawiam się jak ostatnie wydarzenia wpłyną na poczucie humoru wśród ludzi zajmujących się opowiadaniem dowcipów zawodowo. Ponoć jeden z większych portali kabaretowych wykasował ze swojego katalogu powyższy skecz. Szymon Majewski ma zamiar zlikwidować ‘Rozmowy w tłoku’…
I w końcu medialna przepowiednia nr 3, nadeszła z zagranicy. Pamiętacie fikcyjną wojnę w gruzińskiej telewizji? Propagandowy materiał, który wywołał olbrzymią histerię? Prezydent Kaczyński udawał się do zaprzyjaźnionego kraju z pomocą. Nie doleciał do celu, bo samolot z nim na pokładzie eksplodował w powietrzu. W wyemitowanym miesiąc temu reportażu zasugerowano, że za zamach odpowiadają Rosjanie.
W mgnieniu oka wszystkie te materiały nabrały nowego znaczenia. Nawet fragment wiersza Zbigniewa Herberta, przytaczany przeze mnie tu kilka dni przed katastrofą, zyskał nową, bolesną interpretację.
Przeleciał ptak przepływa obłok
Upada liść kiełkuje ślaz
I cisza jest na wysokościach
I dymi mgłą smoleński lasfragm. “Guzików” Z. Herberta